Mam swoje 6 komentujących osóbek, więc dodaję rozdział ♥
I doszedł nowy obserwator! *cieszy się jak małe dziecko* miło mi Cię widzieć ♥
Dla osób, które nie znają zespołu, o którym w opowiadaniu jest mowa zamieściłam na pasku bocznym po lewej stronie króciutką legendę - kto jest kim. Będzie wam się łatwiej zorientować :)
A tak wracając na chwilkę do poprzedniego rozdziału... Było po nim spore zamieszanie... Cóż, on nie miał w żaden sposób pchnąć akcji do przodu. Napisałam go z zamiarem rozjaśnienia nieco tła opowiadanej przeze mnie historii i widzę, że słusznie, bo wiele rzeczy było niejasnych. Następnym razem jak się zabiorę za pisanie czegokolwiek dłuższego postaram się więcej faktów rozjaśnić na samym początku. Tym razem jednak proszę, żebyście mi to faux pas wybaczyli, to na prawdę moje pierwsze opowiadanie T-T dlatego jestem wdzięczna za każdy komentarz! Zwłaszcza jeśli zawiera w sobie jakieś wskazówki odnośnie mojego stylu pisania i poprawności :) Wszelki uwagi i sugestie donośnie tego, czego mam się wystrzegać i co zmienić w przyszłości - BARDZO MILE WIDZIANE! Chcę się czegoś nauczyć pisząc dla was ^^
Ach... I jeszcze takie małe ogłoszonko, bo wiem, że większość z was nie śledzi mojego bloga głównego, a tam zamieszczam większość informacji dotyczących... Wszystkiego. Tak więc zapraszam to zapoznania się z nim: (klik)
A teraz to do rzeczy... Rozdział dwa razy dłuższy niż poprzedni i coś się już w nim dzieje...
Enjoy~
Szkoła, psycholog.
Szkoła, psycholog, spożywczak.
Szkoła, psycholog, spożywczak, próby..?
Szkoła, psycholog, spożywczak.
Szkoła, psycholog, spożywczak, próby..?
Tak właśnie… W ciągu ostatnich dwóch miesięcy udało nam się
osiągnąć na tyle duży postęp, że Kisa oprócz chodzenia na zakupy, co uważał za
swój honorowy obowiązek po tygodniach spędzonych zamknięty w swoim pokoju, czując
sie niczym pasożyt, zaczął odwiedzać nas na próbach. Niestety, nie mogę się wszem
i wobec chwalić, że było to moje osiągnięcie. Do pierwszego wyjścia tak naprawdę
namówił go Tsukasa. A właściwie wrobił go, przesiadując u nas któregoś jakże
pięknego poranka, gdy za oknem lał deszcz, wiatr dudnił w szyby, a jemu w
drodze do studia zepsuł się samochód...
Nie wiem kiedy, ani w jaki sposób wyjął dzieciakowi klucze z kieszeni kurtki. Biedak zorientował się jednak dopiero wracając ze szkoły. Nieszczęsne to w istocie dziecko, gdyż tuż koło miejsca swego rozwoju, źródła nieograniczonej wiedzy i odpoczynku od męczącej codzienności, które zaś kilometrów wiele od naszej posiadłości się znajduje - jest wytwórnia.
Nie wiem kiedy, ani w jaki sposób wyjął dzieciakowi klucze z kieszeni kurtki. Biedak zorientował się jednak dopiero wracając ze szkoły. Nieszczęsne to w istocie dziecko, gdyż tuż koło miejsca swego rozwoju, źródła nieograniczonej wiedzy i odpoczynku od męczącej codzienności, które zaś kilometrów wiele od naszej posiadłości się znajduje - jest wytwórnia.
A teraz ubolewając nad jego losem, w dramatycznym tonie
kończąc powiem… Że nam się po głowach za wyczyn lidera dostało najbardziej.
Dlaczego? Bo jak się okazało, mój kochany synalek uczęszczał do szkoły
muzycznej. A żeby tego było mało, w przeciwieństwie do większości duszyczek o
inteligencji ameby, które tam chodzą, na muzyce się rzeczywiście znał.
Oczywiście nie mógł się nasz dobroduszny i jakże wyrozumiały przywódca oprzeć i korzystając z okazji, pozwolił mu nas bezpardonowo zjechać klnąc przy tym na czym świat stoi i na czym my na pewno stać niedługo nie będziemy... I zdziwiliśmy się niezmiernie, gdy zapytany przez Oote o to, czy zagrana przez nas piosenka mu się podobała, nasz gość wykazał również niesamowitą znajomość naszej dyskografii...
Owszem, pamiętałem z naszej pierwszej rozmowy, że lubił tworzoną przez nas muzykę. Nie sądziłem jednak, że aż tak. Od tamtej pory, jeszcze kilka razy wyciągnięty na siłę przez Hizumiego, przesiadywał tu w każdej wolnej chwili. Nie wyrażał jednak żadnych niepochlebnych uwag, najwyraźniej zbyt skrępowany, by mówić i przesadnie zafascynowany słuchaniem. Chyba, że Tsukasa go o to poprosił nie mając dłużej do nas cierpliwości, a jego gardło żądało, by dał mu wreszcie święty spokój i poszedł drzeć mordę gdzie indziej. Najlepiej do diabli, gdzie struny głosowe do niczego mu dłużej potrzebne nie będą.
Oczywiście nie mógł się nasz dobroduszny i jakże wyrozumiały przywódca oprzeć i korzystając z okazji, pozwolił mu nas bezpardonowo zjechać klnąc przy tym na czym świat stoi i na czym my na pewno stać niedługo nie będziemy... I zdziwiliśmy się niezmiernie, gdy zapytany przez Oote o to, czy zagrana przez nas piosenka mu się podobała, nasz gość wykazał również niesamowitą znajomość naszej dyskografii...
Owszem, pamiętałem z naszej pierwszej rozmowy, że lubił tworzoną przez nas muzykę. Nie sądziłem jednak, że aż tak. Od tamtej pory, jeszcze kilka razy wyciągnięty na siłę przez Hizumiego, przesiadywał tu w każdej wolnej chwili. Nie wyrażał jednak żadnych niepochlebnych uwag, najwyraźniej zbyt skrępowany, by mówić i przesadnie zafascynowany słuchaniem. Chyba, że Tsukasa go o to poprosił nie mając dłużej do nas cierpliwości, a jego gardło żądało, by dał mu wreszcie święty spokój i poszedł drzeć mordę gdzie indziej. Najlepiej do diabli, gdzie struny głosowe do niczego mu dłużej potrzebne nie będą.
Kilka razy próbowałem namówić Kisę na wyjście ze znajomymi
lub, jeśli miałby ochotę, żeby zaprosił przyjaciół do siebie. To jednak nie
zdało egzaminu. Zwieszał tylko smętnie głowę i odpowiadał ciche 'dziękuję',
próbując się przy tym jak najprędzej ulotnić do swojego pokoju. Nie jestem
pewny, czy to ze względu na to, że jeszcze się zbyt nie oswoił, czy dlatego, że
mówiłem to... Po swojemu. Czyli tak, że gdyby Yoshida mnie usłyszał najpierw
nie mógłby wyjść z podziwu, że skleciłem tak rozbudowane zdanie, a zaraz potem
przyłożyłby mi gryfem gitary między
żebra za ton mojego głosu...
Teraz jednak byliśmy w studiu. Chłopiec słuchał z uwagą
wygrywanych przez nas dźwięków, przyklaskując swoim zwyczajem na koniec
niektórych utworów, a gdy lider tradycyjnie wytykał nam każdy najmniejszy błąd
i krzycząc, że 'się nie skupiamy! Nie słuchamy gry innych! Nie czujemy rytmu!
Blaa blaaa blaaa...' chłopcu zdarzało się czasem nawet cicho zaśmiać.
...bawiło go cudze nieszczęście i słuchał porządnej muzyki…
…Po mamusi tego odziedziczyć nie mógł.
...bawiło go cudze nieszczęście i słuchał porządnej muzyki…
…Po mamusi tego odziedziczyć nie mógł.
Obecność młodzieńca na próbach coraz bardziej nam zaczynała
odpowiadać. W przeciwieństwie do Kenjiego nie krzyczał, a jego wytyczne - o ile
udało się go nakłonić do wyrażenia swojej opinii - były znacznie bardziej
konkretne i wyrażone w kulturalny sposób. Dlatego niejednokrotnie sami
kazaliśmy zamknąć się perkusiście i prosiliśmy o zabranie głosu Kisę.
Krępowało go zainteresowanie, jakie wokół siebie budził, ale mimo tego było widać, że dobrze się czuje w towarzystwie moich przyjaciół. Karyu obiecał mu nawet pomoc przy nauce kilku sztuczek gitarowych. To mogła być dobra okazja, by dzieciak wyszedł z własnej skorupy. By wreszcie otworzył się na innych i zaczął wracać do względnej normalności. Miał szczęście, że zespół tak łatwo zaakceptował jego obecność, a co najważniejsze – że chcą go wesprzeć. Pierwotnie tylko z poczucia przyjacielskiej powinności wobec mnie. Z czasem jednak przerodziła się ona w nić sympatii do mojego syna.
Byłem im za to wdzięczny. Zdjęli z moich barków część ciężaru odpowiedzialności, który spadł na mnie tak nieoczekiwanie. Łatwiej było mi się starać o powrót do dawnej rutyny, jednocześnie przyzwyczajając się do myśli, że teraz codzienność będzie nieco bardziej urozmaicona. I czułem, że może nie być aż tak źle, jak sądziłem na początku…
Krępowało go zainteresowanie, jakie wokół siebie budził, ale mimo tego było widać, że dobrze się czuje w towarzystwie moich przyjaciół. Karyu obiecał mu nawet pomoc przy nauce kilku sztuczek gitarowych. To mogła być dobra okazja, by dzieciak wyszedł z własnej skorupy. By wreszcie otworzył się na innych i zaczął wracać do względnej normalności. Miał szczęście, że zespół tak łatwo zaakceptował jego obecność, a co najważniejsze – że chcą go wesprzeć. Pierwotnie tylko z poczucia przyjacielskiej powinności wobec mnie. Z czasem jednak przerodziła się ona w nić sympatii do mojego syna.
Byłem im za to wdzięczny. Zdjęli z moich barków część ciężaru odpowiedzialności, który spadł na mnie tak nieoczekiwanie. Łatwiej było mi się starać o powrót do dawnej rutyny, jednocześnie przyzwyczajając się do myśli, że teraz codzienność będzie nieco bardziej urozmaicona. I czułem, że może nie być aż tak źle, jak sądziłem na początku…
Właśnie graliśmy Screen – jeden z naszych najbardziej
poruszających i ckliwych utworów. Hizumi bezbłędnie wchodził w dźwięki, płynnie
zmieniał tonacje i wyraźnie artykułował każdy wyraz, nadając tekstowi
charakterystyczny dla siebie klimat. Słuchanie go w tej chwili stanowiło niesamowite doświadczenie nawet dla mnie, po
tylu latach spędzonych wspólnie na scenie. Momentami miałem ochotę rzucić swój
bas uznając, że jedynie zaburzam harmonię, którą Yoshida tworzył, a chwilę
potem zapominałem się całkowicie, grałem z jeszcze większą pasją, dostosowując
się do narzuconego przez niego tempa. Uśmiechałem się z rozkoszy, jaką dawała
mi ta muzyka, jednocześnie czując, jak coś wewnątrz mnie pęka i próbuje
poruszyć jakąś wrażliwą cząstkę mojej osobowości. Przepełniła mnie swoista
lekkość połączona ze wzruszeniem. Jak zawsze przy tej piosence…
Kątem oka dostrzegłem, że Kisa z trudem powstrzymuje łzy. Był w pełni skupiony i zapatrzony w wokalistę jak w obrazek. Nie miałem jednak czasu, by się nad tym choć trochę zastanowić.
Kątem oka dostrzegłem, że Kisa z trudem powstrzymuje łzy. Był w pełni skupiony i zapatrzony w wokalistę jak w obrazek. Nie miałem jednak czasu, by się nad tym choć trochę zastanowić.
Moment wzruszenia został brutalnie przerwany. Gitary zostały
zagłuszone donośnym hukiem. Drzwi studia odbiły się od ściany zostawiając w
niej odbitą klamkę, a do środka wparował wysoki, czarnowłosy mężczyzna. Hizumi
zaczął się powoli cofać do tyłu. Zatrzymał się dopiero w momencie, gdy na
swojej drodze trafił na przeszkodę w postaci mnie. Oparł się plecami o mój
tors. Był przestraszony na widok naszego nieoczekiwanego gościa.
Odłożyłem powoli gitarę siląc się na spokój i zachowując niewzruszoną minę, po czym na powrót przylgnąłem do przyjaciela obejmując go lewą ręką w pasie. Zagarnąłem mu włosy za ucho i szepnąłem cicho:
-Uspokój się. Zostaw to mnie...- nie podziałało aż tak kojąco, jakbym chciał, ale przynajmniej przestał drżeć. Zalała mnie fala gorąca. - Masamura. - powiedziałem tym razem na głos. Byłem wściekły, a widok twarzy tego faceta rozjuszał mnie coraz bardziej. – Jeśli szukasz schroniska dla psów, to jest w budynku obok. Czy może pomyliłeś piętra? Państwo z branży usługowej wchodzą „tylnym wejściem”. - uśmiechnąłem się, kpiąco stawiając nacisk na ostatnie słowa. Wyłapał aluzję. Wyraz jego twarzy z niezwykle pewnego siebie zmienił się na poirytowany. Zacisnął dłonie w pięści i zgrzytnął zębami.
Odłożyłem powoli gitarę siląc się na spokój i zachowując niewzruszoną minę, po czym na powrót przylgnąłem do przyjaciela obejmując go lewą ręką w pasie. Zagarnąłem mu włosy za ucho i szepnąłem cicho:
-Uspokój się. Zostaw to mnie...- nie podziałało aż tak kojąco, jakbym chciał, ale przynajmniej przestał drżeć. Zalała mnie fala gorąca. - Masamura. - powiedziałem tym razem na głos. Byłem wściekły, a widok twarzy tego faceta rozjuszał mnie coraz bardziej. – Jeśli szukasz schroniska dla psów, to jest w budynku obok. Czy może pomyliłeś piętra? Państwo z branży usługowej wchodzą „tylnym wejściem”. - uśmiechnąłem się, kpiąco stawiając nacisk na ostatnie słowa. Wyłapał aluzję. Wyraz jego twarzy z niezwykle pewnego siebie zmienił się na poirytowany. Zacisnął dłonie w pięści i zgrzytnął zębami.
Masamura był ex-chłopakiem Yoshidy. Znałem ich historię na
pamięć. Nie była ani długa, ani tym bardziej przyjemna. A przynajmniej nie dla
mojego przyjaciela. Był w nim zakochany po uszy. Uroczy chłopiec o zadziornym
wyglądzie, niezaprzeczalnie przystojny, choć o przeciętnej inteligencji.
Zabawny i towarzyski.
Do czasu. Gdy tylko Hizumi zaczął go upominać, że powinien znaleźć wreszcie pracę i że nie zamierza go całe życie utrzymywać, pokazał swoją prawdziwą naturę. Któregoś dnia wrócił pijany, zarzucając mu brak troski i jakiegoś zaangażowania w ich związek. Gdy jednak wokalista zignorował te słowa uznając, że nie będzie z nim dyskutował, gdy jest nachlany, ten najpierw zwyzywał go od szmat i tanich, zidiociałych dziwek, a później kazał mu „dać sobie dupy”. Oczywiście Hiroshi go nie posłuchał. Spoliczkował go i próbował wyjść z pokoju. Ten jednak rzucił się na niego, próbując go zgwałcić. Szczęśliwie byłem wówczas w domu…
Hizumi nagłośnił sprawę na tyle, że bydlak stracił i świeżo znalezioną robotę i mieszkanie i, co najciekawsze - chłopaka. Laluś grał na dwa fronty, a to był cios poniżej pasa.
Od tamtej pory pojawiał się kilkakrotnie, nękając i zastraszając mojego współlokatora. Raz doszło nawet do pobicia, jednak policja nie była w stanie wiele zdziałać, ponieważ sprawca był pod wpływem alkoholu…
Do czasu. Gdy tylko Hizumi zaczął go upominać, że powinien znaleźć wreszcie pracę i że nie zamierza go całe życie utrzymywać, pokazał swoją prawdziwą naturę. Któregoś dnia wrócił pijany, zarzucając mu brak troski i jakiegoś zaangażowania w ich związek. Gdy jednak wokalista zignorował te słowa uznając, że nie będzie z nim dyskutował, gdy jest nachlany, ten najpierw zwyzywał go od szmat i tanich, zidiociałych dziwek, a później kazał mu „dać sobie dupy”. Oczywiście Hiroshi go nie posłuchał. Spoliczkował go i próbował wyjść z pokoju. Ten jednak rzucił się na niego, próbując go zgwałcić. Szczęśliwie byłem wówczas w domu…
Hizumi nagłośnił sprawę na tyle, że bydlak stracił i świeżo znalezioną robotę i mieszkanie i, co najciekawsze - chłopaka. Laluś grał na dwa fronty, a to był cios poniżej pasa.
Od tamtej pory pojawiał się kilkakrotnie, nękając i zastraszając mojego współlokatora. Raz doszło nawet do pobicia, jednak policja nie była w stanie wiele zdziałać, ponieważ sprawca był pod wpływem alkoholu…
-Widzę, że nie tylko oni wchodzą od tyłu. Swoją drogą... Sporo
ludzi musicie zapraszać na takie imprezy, skoro użyłeś liczby mnogiej. -
odezwał się po chwili, udając zastanowienie przy wypowiadaniu ostatniego
zdania.
-Ja mam przynajmniej pozwolenie na dostęp do niego. Nie muszę wymuszać wejścia siłą... – rzuciłem, posyłając mu przy tym ostre spojrzenie i ignorując drugą część jego wypowiedzi. Już raz próbował zrobić z Yoshidy kurwę. Więc na to pozwolić nie miałem zamiaru.
-Ja mam przynajmniej pozwolenie na dostęp do niego. Nie muszę wymuszać wejścia siłą... – rzuciłem, posyłając mu przy tym ostre spojrzenie i ignorując drugą część jego wypowiedzi. Już raz próbował zrobić z Yoshidy kurwę. Więc na to pozwolić nie miałem zamiaru.
Na korytarzu zaczęła się zbierać widownia, więc do akcji
wkroczył nasz lider:
-Sądzę, że rozmowa z panem została zakończona 2 lata temu. Jeśli się ze mną nie zgadzasz, to z chęcią zastanowię się nad nowymi metodami zastosowania naszych instrumentów... - powiedział twardo, bawiąc się przy tym pałeczkami. Odniosłem wrażenie, że świetnie by się bawił testując je na jego tyłku...- Micawber mógłby na tym skończyć nienajlepiej, a Karyu bardzo kocha swoją gitarę... – dodał, dając jasno do zrozumienia, że wszyscy trzej staniemy w obronie wokalisty. - I to nie jest pusta groźba. To ostrzeżenie. Trzymaj się do niego z daleka. - podszedł do niego przyciskając mu pałeczkę do gardła. Był niższy od Masamury o głowę, ale w tej chwili sprawiał wrażenie znacznie potężniejszego. Każdy człowiek o zdrowych zmysłach na jego miejscu zwiałby jak najdalej i nie odważyłby się choćby pomyśleć o powrocie. Nawet ja czułem respekt do Tsukasy, gdy stawał się taki, jak w tej chwili. Jako lider był dla nas surowy i nie do zniesienia. Ale gdy przychodziło bronić któregoś z nas od wydzierającej się, wiecznie wkurzonej panienki, stawał się przerażający, budząc przy tym wśród wszystkich szacunek. W wytwórni nikt nigdy nie odważył się mu sprzeciwić. Miał po prostu niesamowity dar do przewodzenia innym i przekonywania ich do swoich racji.
-Sądzę, że rozmowa z panem została zakończona 2 lata temu. Jeśli się ze mną nie zgadzasz, to z chęcią zastanowię się nad nowymi metodami zastosowania naszych instrumentów... - powiedział twardo, bawiąc się przy tym pałeczkami. Odniosłem wrażenie, że świetnie by się bawił testując je na jego tyłku...- Micawber mógłby na tym skończyć nienajlepiej, a Karyu bardzo kocha swoją gitarę... – dodał, dając jasno do zrozumienia, że wszyscy trzej staniemy w obronie wokalisty. - I to nie jest pusta groźba. To ostrzeżenie. Trzymaj się do niego z daleka. - podszedł do niego przyciskając mu pałeczkę do gardła. Był niższy od Masamury o głowę, ale w tej chwili sprawiał wrażenie znacznie potężniejszego. Każdy człowiek o zdrowych zmysłach na jego miejscu zwiałby jak najdalej i nie odważyłby się choćby pomyśleć o powrocie. Nawet ja czułem respekt do Tsukasy, gdy stawał się taki, jak w tej chwili. Jako lider był dla nas surowy i nie do zniesienia. Ale gdy przychodziło bronić któregoś z nas od wydzierającej się, wiecznie wkurzonej panienki, stawał się przerażający, budząc przy tym wśród wszystkich szacunek. W wytwórni nikt nigdy nie odważył się mu sprzeciwić. Miał po prostu niesamowity dar do przewodzenia innym i przekonywania ich do swoich racji.
Nasz intruz jednak zdrowy na umyśle nie był, więc zamiast
uciec, złapał Tsu za rękę, próbując mu ją wykręcić. "Błąd."
pomyślałem i uśmiechnąłem się szerzej. Może i perkusista nie wyglądał na
specjalnie groźnego, ale bić się potrafił najlepiej z nas wszystkich. A tego
lalusia nawet Karyu by rozłożył. I to była stanowczo obelga, bo nasza modelka
nadawała się jedynie na wybieg. Czasami odnosiłem wrażenie, że wystarczyłoby
mocniej pociągnąć go za paluszek, żeby mu połamać wszystkie kości w ręku. Nie
dość, że delikatny, to jeszcze i bił się jak baba. Nawet nie próbował udawać
męskiego. Zastanawiające, że ktoś taki jak on potrafi w ciągu tygodnia zaliczyć
więcej panienek niż nasz przystojniak nr 1, bożyszcze nastolatek i magnes na
piszczące plastiki - Tsukasa. Nie. Nie obrażam naszych fanek. Obrażam jego
fanki. A właściwie... Fanki jego ślicznej buźki. Czasami się zastanawiam, jakim
cudem części z nich nie zmiotło z powierzchni tej pięknej planety przy którymś
mocniejszym łupnięciu gitary na koncercie. Może powinniśmy zacząć grać death
metal..? Wykurzyłoby to część tych Barbie. Świat byłby piękniejszy i środowisko
mniej zanieczyszczone... Bo przecież takie coś jak ta lalunia, której chyba
przed chwilą Oota złamał rękę, rozkłada się setki lat w glebie i zatruwa
powietrze tak nieszkodliwym duszyczkom jak Hizu, który teraz niczym zastraszone
szczenię uwiesił mi się na szyi i nawet za cenę nowej bluzy od Givenchy nie
chciał jej puścić.
-Ciężki jesteś. Przestań się tak na mnie wieszać – syknąłem, z trudem utrzymując równowagę. Tak naprawdę nie przeszkadzało mi to jakoś przesadnie. Po prostu chciałem jakoś rozproszyć jego uwagę.
-Ciężki jesteś. Przestań się tak na mnie wieszać – syknąłem, z trudem utrzymując równowagę. Tak naprawdę nie przeszkadzało mi to jakoś przesadnie. Po prostu chciałem jakoś rozproszyć jego uwagę.
-SKOŃCZCIE JUŻ! - wrzasnął ktoś nieoczekiwanie, przerywając
to zacne przedstawienie. Szkoda... Zaczynało się robić ciekawie. W końcu nie codziennie
zdarza się okazja patrzeć, jak perkusista znęca się nad kimś innym niż my i te
biedne gary na stojakach...
Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, kto krzyczy. Idąc śladem innych, odwróciłem zaintrygowany głowę, obdarowując ową osobę zszokowanym spojrzeniem.
-No co..? - szepnął Kisa spuszczając wzrok i raptownie purpurowiejąc na twarzy z zawstydzenia. Emosiowaty pedałek z trudem zbierając swą twarz z podłogi również na niego spojrzał. Wyglądało na to, że do tej pory w ogóle nie zauważył jego obecności i...
-Kisa... - że na litość wszystkich wyklętych, znał go. - Co ty tutaj... Szukałem Cię! - wrzasnął niemal zrozpaczonym głosem. Pięknie... Za jakie grzechy ja muszę znosić ten teatrzyk?! Na litość w dupę kopniętych, może mi ktoś jeszcze powie, że są parą?
-Trochę... Trochę się ostatnio u mnie pozmieniało i... Nie bardzo miałem jak... wybacz, Ran-chan...
-Ran-chan..? - wtrącił się w końcu Karyu. - To wy się znacie? - powiedział szczerze zdziwiony, tuląc do siebie jednocześnie gitarę i stając najdalej jak tylko się dało od Tsukasy. Chyba wziął jego słowa aż nazbyt poważnie.
-Chodzimy ze sobą. - jęknął Masamura.
Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, kto krzyczy. Idąc śladem innych, odwróciłem zaintrygowany głowę, obdarowując ową osobę zszokowanym spojrzeniem.
-No co..? - szepnął Kisa spuszczając wzrok i raptownie purpurowiejąc na twarzy z zawstydzenia. Emosiowaty pedałek z trudem zbierając swą twarz z podłogi również na niego spojrzał. Wyglądało na to, że do tej pory w ogóle nie zauważył jego obecności i...
-Kisa... - że na litość wszystkich wyklętych, znał go. - Co ty tutaj... Szukałem Cię! - wrzasnął niemal zrozpaczonym głosem. Pięknie... Za jakie grzechy ja muszę znosić ten teatrzyk?! Na litość w dupę kopniętych, może mi ktoś jeszcze powie, że są parą?
-Trochę... Trochę się ostatnio u mnie pozmieniało i... Nie bardzo miałem jak... wybacz, Ran-chan...
-Ran-chan..? - wtrącił się w końcu Karyu. - To wy się znacie? - powiedział szczerze zdziwiony, tuląc do siebie jednocześnie gitarę i stając najdalej jak tylko się dało od Tsukasy. Chyba wziął jego słowa aż nazbyt poważnie.
-Chodzimy ze sobą. - jęknął Masamura.
…masz ci los. Że też ja muszę być tak dobrym telepatą.
Zabluzgałem kilka razy w myślach, próbując zrozumieć jak ktoś, kto posiada moje geny mógł być takim idiotą, jednak piękny wierszyk, który zacząłem układać, został przerwany jednym kojącym słowem:
-Chodziliśmy. - sprostował chłopiec.
-Jak to 'śmy'?! - warknął laluś. - Niby kiedy zerwaliśmy?! Nie pamiętam, by którykolwiek dał drugiemu kosza!
-Sporo się pozmieniało wciągu ostatnich miesięcy, Ran-chan. - mój syn nabrał odrobinę pewności siebie. Wystarczająco, by spojrzeć twardo w oczy Masamurze, jednak nie na tyle, przy przestać nerwowo bawić się suwakiem przy bluzie.
-Chwila. Moment. Wolniej. - jąkał się gitarzysta. - Jesteś gejem? - otworzył szeroko oczy. Kisa poczerwieniał na te słowa jeszcze bardziej. Wyglądał tak, jakby miał ochotę zapaść się pod ziemię, a wcześniej rozpłakać się i uciec jak najdalej od wszelkiej cywilizacji. A zwłaszcza od mojego spojrzenia.
Swoją drogą, ciekawa perspektywa z tą ucieczką... Sam bym z chęcią skorzystał. Ludzie sprawiają same kłopoty... A tak byłaby cisza, spokój, sielanka…
...wróć. O czym ty myślisz? Właśnie dowiedziałeś się, że Twój syn jest w bractwie kolorowych. Jakim cudem on jeszcze żyje? Przecież Kimiko była największym homofobem, jakiego w życiu spotkałem. Gdy dowiedziała się, że jestem biseksualny przez miesiąc traktowała mnie jak powietrze, a gdy już raczyła przypomnieć sobie o moim istnieniu, przez kolejny miesiąc krzywiła sie w wyrazie obrzydzenia, gdy tylko na mnie spojrzała. Serio, jak ja wytrzymałem z tą kobietą aż 2 lata..?
-Oh... Czyli jednak... - westchnął Yoshitaka, nie bardzo wiedząc, co więcej mógłby powiedzieć.
-Karyu, wygląda na to, że w tej rodzinie jesteś jakimś przeklętym wyjątkiem. Skąd my Cię wytrzasnęliśmy w ogóle..?
-Jestem dumnym mężczyzną. - odpowiedział gitarzysta wypinając język Tsukasie i chichocząc przy tym cicho. Nie poczuł się urażony. Niejednokrotnie padały między nami tego typu żarty, gdyż wszyscy trzej poza nim byliśmy biseksualni. Czasami zastanawiam się, jakim cudem on z nami tyle czasu wytrzymał - troje facetów lubiących się zabawiać z innymi facetami... Czułbym się na jego miejscu zagrożony. Zwłaszcza z taką urodą.
Zabluzgałem kilka razy w myślach, próbując zrozumieć jak ktoś, kto posiada moje geny mógł być takim idiotą, jednak piękny wierszyk, który zacząłem układać, został przerwany jednym kojącym słowem:
-Chodziliśmy. - sprostował chłopiec.
-Jak to 'śmy'?! - warknął laluś. - Niby kiedy zerwaliśmy?! Nie pamiętam, by którykolwiek dał drugiemu kosza!
-Sporo się pozmieniało wciągu ostatnich miesięcy, Ran-chan. - mój syn nabrał odrobinę pewności siebie. Wystarczająco, by spojrzeć twardo w oczy Masamurze, jednak nie na tyle, przy przestać nerwowo bawić się suwakiem przy bluzie.
-Chwila. Moment. Wolniej. - jąkał się gitarzysta. - Jesteś gejem? - otworzył szeroko oczy. Kisa poczerwieniał na te słowa jeszcze bardziej. Wyglądał tak, jakby miał ochotę zapaść się pod ziemię, a wcześniej rozpłakać się i uciec jak najdalej od wszelkiej cywilizacji. A zwłaszcza od mojego spojrzenia.
Swoją drogą, ciekawa perspektywa z tą ucieczką... Sam bym z chęcią skorzystał. Ludzie sprawiają same kłopoty... A tak byłaby cisza, spokój, sielanka…
...wróć. O czym ty myślisz? Właśnie dowiedziałeś się, że Twój syn jest w bractwie kolorowych. Jakim cudem on jeszcze żyje? Przecież Kimiko była największym homofobem, jakiego w życiu spotkałem. Gdy dowiedziała się, że jestem biseksualny przez miesiąc traktowała mnie jak powietrze, a gdy już raczyła przypomnieć sobie o moim istnieniu, przez kolejny miesiąc krzywiła sie w wyrazie obrzydzenia, gdy tylko na mnie spojrzała. Serio, jak ja wytrzymałem z tą kobietą aż 2 lata..?
-Oh... Czyli jednak... - westchnął Yoshitaka, nie bardzo wiedząc, co więcej mógłby powiedzieć.
-Karyu, wygląda na to, że w tej rodzinie jesteś jakimś przeklętym wyjątkiem. Skąd my Cię wytrzasnęliśmy w ogóle..?
-Jestem dumnym mężczyzną. - odpowiedział gitarzysta wypinając język Tsukasie i chichocząc przy tym cicho. Nie poczuł się urażony. Niejednokrotnie padały między nami tego typu żarty, gdyż wszyscy trzej poza nim byliśmy biseksualni. Czasami zastanawiam się, jakim cudem on z nami tyle czasu wytrzymał - troje facetów lubiących się zabawiać z innymi facetami... Czułbym się na jego miejscu zagrożony. Zwłaszcza z taką urodą.
Do akcji wkroczyła ochrona. Widocznie ktoś z publiki musiał
wszcząć alarm.
Perkusista odskoczył od swojej ofiary i pozwolił zająć się nią kilku osiłkom z najwyższego piętra. Wyciągnęli go z pomieszczenia, nawet nie przejmując się tym, że wciąż półleży. A on nawet nie protestował. Wpatrywał się oszołomionym wzrokiem w Kisę. Ten zaś był do granic możliwości pochłonięty kontemplowaniem ilości kurzu na swoich dopiero co zakupionych glanach.
Perkusista odskoczył od swojej ofiary i pozwolił zająć się nią kilku osiłkom z najwyższego piętra. Wyciągnęli go z pomieszczenia, nawet nie przejmując się tym, że wciąż półleży. A on nawet nie protestował. Wpatrywał się oszołomionym wzrokiem w Kisę. Ten zaś był do granic możliwości pochłonięty kontemplowaniem ilości kurzu na swoich dopiero co zakupionych glanach.
Jak tylko tłumek się rozpierzchł chłopiec wybiegł z budynku.
Wiem, że miałam być głęboko obrażona i nie komentować tej części, ale była za dobra :D Uśmiałam się przy niektórych fragmentach. Dobry pomysł z tą legendą po lewej stronie, ale dobrze by było nie przekręcać nazwiska Tsukasy. Jeszcze na tobie by te pałeczki użył xD
OdpowiedzUsuńTa część bardzo mi się podobała. Do lidera pasuje taki charakter. Bądź tak miła i powiedz mi, że sprawisz mi Tsukasę w prezencie haha :D Naprawdę bym się nie obraziła. Ale za to mogę się obrazić jak przedstawiłaś Karyu >_< Chociaż masz rację.. Nie jest zbyt męski :D No, ale czego wymagać...
No to się porobiło. Mniemam, że Despy wracają na scenę (szkoda tylko, że w tym opowiadaniu T_T). I wgl skąd Ren się wytrzasnął? Ten człowiek to jakaś totalna katastrofa ekologiczna. Żeby mi Hizu wykorzystywać. I pewnie syna Zero też? A właśnie.. Kisa.. Dlaczego za każdym razem jak czytam to imię to mam skojarzenie z Kisą z Kuroko no Basket? Haha, nawet nie są podobni :D
Biedny Tsukasa... Tyle przegrać xD Też mnie to zastanawia jak Karyu może go pobić w ilości panienek. Ale kto go tam wie.. Może lider jest za brutalny? Zbyt sadystyczny? Aż strach się go bać jak ma pałeczki w ręku xD Ale z drugiej strony jest jak matka.. Właśnie! Motyw Tsukasy-matki będzie w jednym miejscu w moim shocie, którego może dzisiaj albo jutro skończę. To opowiadanie miało mieć wdzięczny tytuł "Z kamerą wśród zwierząt" a stanęło na "Z kamerą wśród Despairsray". Tak, to kolejna próba napisania komedii. Powinnam się w końcu wziąć za jeden z moich poważniejszych projektów...
Oby następna część była szybciej! Niech moc będzie z tobą :D (za dużo "Gwiezdnych wojen". mózg mi się przepala xD)
Miło mi, że tak twierdzisz :D i cieszę się, że jednak trochę śmiesznie było, bo dla mnie z tym humorem wyszła katastrofa.. Ale skoro już któraś osoba mi mówi, że się śmiała (O.o) to chyba aż tak tragocznie nie wyszło... xD
UsuńUups... Zamiast 2x "o" wyszło 2x "t"... Nie chciałabym poczuć pałeczek w odbycie... xD
Cóż, to przedstawienie Karyu było takie... Przypadkowe w sumie xD Tak mi się słówka jakoś składać same zaczęły, a że się przy tym wytworzył jako taki żart... To tak zostawiłam xD
Cóż, spoilerować nie zamierzam, ten pan się jeszcze chyba pojawi... Pewności nie mam. Pewna koncepcja na jego wykorzystanie jest, ale nie wiem, czy ją użyję. Nie oglądałam Kuroko xD
Ooo... To się zapowiada ciekawie :D Mam nadzieję, że szybko opublikujesz ^^ A co do kolejnej części... Informacja jest właśnie na blogu głównym ^^" chociaż i tak dzisiaj rano moje postanowienie poszło tam, gdzie omal nie wylądowały pałeczki lidera... Bo pierwszy akapit napisany ^^"
Jak by to powiedzieć... Aż do teraz nie miałam zielonego pojęcia który blog jest twoim głównym xD No, ale teraz wiem. A może i się przekonam do Spectro i kiedyś je przeczytam ^^"
UsuńADAMS nie zagra? Jak to? :( No, ale przynajmniej tobie odpisali. Ja mam takie szczęście, że pewnie gdybym napisała to odpowiedzi by nie było :D
Na tym zdjęciu jesteś TY? Wow.. Fajnie Ci wyszło :D A tak na marginesie.. Nie mam Ciebie przypadkiem w znajomych na fb? Bo coś mi tak po głowie chodzi.
Główny to ten, do którego link jest pierwszy... I ten, na którym jest cały syf mimo, iż pierwotnie był założony dla moich wierszy xD (zostałam do tego zmuszona! T-T)
UsuńW sumie ja nie wiem czemu oni mi to napisali xD ja tylko wrzuciłam na tablicę tweeta, że mi smutno z powodu odwołania koncertu a oni mi na pv taki wywód walnęli... No ale cóż, miło mi się zrobiło :D
Tak, to ja i tak, masz mnie w znajomych xD niedawno Cię zapraszałam ^^
O, właśnie widziałam to co wrzuciłaś im na twittera i napisałam Ci w tej sprawie na fb o ile ie pomyliłam osób ale nie sądzę :D Heh, skleroza nie boli...
UsuńChodzi Ci o tego twitlongera? O.o to tam nie widziałam żadnej wiadomości w tej sprawie > <"
UsuńTo nie było dwa razy dłuższe. Wróć - to było za krótkie. ;_; Chcę jeszcze, ot co!!! Nadal usycham .__.''
OdpowiedzUsuńKomentuję z przyzwoitości, ale tym razem się nie rozpiszę. O nie! Bo znów wyjdę na tą złą i niedobrą... (Jezu, wczoraj dowiedziałam się, że sieję jakiś postrach wśród internautów O.o'')
Haha, gryfem między żebra! Sama dziś dostałam xD
Ciekawe po co Masamura w ogóle przylazł do studia. Do Hizusia? A po co? Zresztą... Niech odwali się od Chomiczka; Chomiczek należy to Zero!
A kiedy będą sceny +18? :3
O mamusiu.. A zapoznałaś się z tamtą informacją..? *boi się*
UsuńKiedy ja właśnie liczyłam, że ty się rozpiszesz i mi wszystkie błędy powytykasz xD to jest dobre, przynajmniej wiem, co robię źle .__."
A scenki +18... Już niedługo... Cierpliwości troszeczkę ; ; na razie się szkolę na tych króciutkich wstawkach, jak ta w (chyba) 2 rozdziale xD
w rozdziale pierwszym, moja droga... Ha, pamiętam, bo często do tego wracam! ;3
UsuńZapoznałam się z informacją i ja tu strajkuję, ot co! Będę pisać komentarze tak jak inni - krótkie. Mam dość, że ludzie się mną nawzajem straszą... ;_; "Bo przyjdzie Kita i cię zhejtuje"... Nie no, dla mnie to jest cios poniżej pasa. (/.-)'' Nie bawi mnie odgrywanie roli tej "zuej i niedobraj", zresztą jak zawsze. Więc na mnie już nie licz na jakieś sprawozdania i felietony na dwie czy nawet trzy strony w Wordzie. Skończyło się moje pisanie komentarzy - będę się powstrzymywać.
Ty mówisz, że to "dobrze", że się czepiam... Hm... Samo słowo "czepiać się" w słowniku języka polskiego nie brzmi dobrze, więc raczej moje komentarze nie są zbyt dobre... Więc rzeczywiście jestem hejterem? O.o Szok, nie wiedziałam... Zaraz jakieś mi tu grupy na fb powstaną, jak o One Direction czy coś: "polski hejting Kity" ect. Idę się wypłakać przy "Hai to Ame" ;_;
Zhejtuje? O.o przecież ty piszesz bardzo konstruktywnie. Nie rzucasz na prawo i lewo tekstami "co ty tu robisz? Weź się schowaj! kto Ci dał prawo pisać?!" etc... Bo spotkałam się z takimi komentarzami X_x ty zawsze jasno określasz, co jest błędnie napisane i tyle. Przy okazji nie oszczędzasz też wymieniania rzeczy, które Ci się spodobały, co się równoważy. I nie napisałam, że dobrze, że się czepiasz, bo się nie czepiasz. Po prostu piszesz otwarcie, co Ci się nie podoba i nie sypiesz błędnymi, pozbawionymi pokrycia komplementami. Za to zdobyłaś mój szacunek już po pierwszym komentarzu jaki mi dałaś .__."
UsuńDo miana hejtera Ci jeszcze daleko, serio, Kita xD
A mnie ludzie przez to nie lubią... Buu... (jakby kiedyś mnie lubili O.o) Nie będzie straszenia Kitą, ot co.
UsuńCieszę się, że rozumiesz różnicę między krytyką, a hejtingiem, jednak niestety nie wszyscy to rozumieją... .__.''
U mnie się możesz wyżyć w takim układzie! xD Bo mi Twoje komentarze pomagają :D
UsuńWow... Będziesz moją ofiarą? Niezłe poświęcenie... ^^''
UsuńMoże jak mi chandra przejdzie i przestanę się boczyć na cały świat to coś tu strzelę, ale nie obiecuję. Ale dziękuję za poprawę humoru i uświadomienie, że na tym świecie są jeszcze ludzie, który mają wyższe IQ niż ameba czy rozwielitka :3
Ameba... Chciałam w tym opku porównać "szkołę muzyczną" do ameby... Nie pamiętam czy to zrobiłam czy nie... BOSHE. Ja w ogóle nie pamiętam, co ja tu w końcu napisałam xD
UsuńUwielbiam to! Każda kolejna część jest lepsza. A ta jest mistrzostwem <3
OdpowiedzUsuń"A tego lalusia nawet Karyu by rozłożył. I to była stanowczo obelga, bo nasza modelka nadawała się jedynie na wybieg." To zdanie i parę następnych - umarłam ze śmiechu xD
Teraz musisz, po prostu musisz pisać dalej, bo w tę część wciągnęłam się i tak brutalnie szybko się skończyła </3
Jesteś geniuszem.
Buahahaha, Oli, rozbrajasz mnie xD chyba nikt nie przeczytał tej cholernej informacji w linku na samej górze! Q_Q
Usuńnie śmiej się ze mnie, mój mistrzu xD i ja czytałam! ale no wiesz... ^^
UsuńJestem tu nowa, przyznaję!
OdpowiedzUsuńAle... Tak weszłam, od razu urzekając się Twoim stylem i historiami z ukochanymi Despami <3. Nie mam dosłownie żadnych docinek w sprawie błędów czy jakichś niedomówień. Wszystko składa się na logiczną całość i wciąga.. tak niemożliwie pochłania mnie, że od kilkunastu minut siedzę wpatrzona w monitor, nawet nie będąc do końca pewną, czy mrugam! A.. No i swoją drogą to sama jestem na etapie edukacji w zakresie pisania, toteż nie będę się mądrować, o! Zostanę Twoją oddaną fanką i już od razu zapisuję się nogami i rękami, że czekam na kolejny rozdział! Czekam, tupiąc nogami w podłogę, że zaraz mojej rodzicielce dach na głowę spadnie...
Wiem, że jesteś nowa. Od kilku minut na twt jaram się nowym obserwatorem xD Miło mi Cię widzieć w moich skromnych progach <3
UsuńJakże mi miło to słyszeć *w* ale zlituj się nad mamusią, rozdział się pisze xD
Mrugaj, mrugaj! Bo Cię oczki rozbolą i nie będziesz mogła czytać Q_Q
Jak miło, że w jakimś tam sensie ktoś się mną jara! XD
UsuńOszczędzę więc mamusi tynku na głowie, postanawiając wstrzymać swe okropne żądze i poczekać w ciszy i spokoju aż do momentu ujrzenia kolejnego rozdziału... *Mrugnęła*. <3
Haha, nawet posta o tym napisałam xD To bardzo miłe jak się widzi czyjeś zainteresowanie *.* tym bardziej, że ja na prawdę jestem świeżakiem xD
UsuńJlvfijf, mojs modeleczka. <3
OdpowiedzUsuńJESTEM AMEBĄ ZE SZKOŁY MUZYCZNEJ? X
*rozgląda się* TO NIE JA POWIEDZIAŁAM! TO ZERO! Q_Q *chowa się*
UsuńDobra, zua Kita, powróciła – a może nie tyle, co powróciła, co naprawdę mi się nudzi, bo u mnie leje, a nie chce mi się uczyć na pracę klasową ani konkurs z biologii, więc słuchając „Hai to ame” szukam czegoś ciekawego. Niestety takowych wpisów nie ma, więc wracam do tego, co już przeczytałam 3489324793874834 razy, z racji tego, że przypomniało mi się, że jednak miałam tu coś napisać… Zatłuczcie mnie…
OdpowiedzUsuńPierwsze co chciałam się przyczepić to – szkoła muzyczna. Ok., Zero ma problemy z synem i jeszcze jakoś nie ogarnął, gdzie Kisa chodzi do szkoły, bo chłopak jest na tyle rozgarnięty, ze potrafi sam wrócić do domu, jednak nie podoba mi się to, jak określiłaś osoby chodzące do szkoły muzycznej – wiesz, sama kiedyś tak chciałem startować i mimo iż przeszłam egzamin wstępny to zrezygnowałam (czego teraz żałuję). Nauka tam jest bardzo ciężka, bo oprócz obowiązkowych lekcji typu angielski, polski, matma ect. masz jeszcze historię muzyki i wiele innych przedmiotów, których w normalnej szkole nie masz. Osoby uczęszczające do takiej szkoły mają naprawdę ogromną wiedzę muzyczną i muszą być pasjonatami, aby tam wytrwać. Moja koleżanka wróciła do zwykłej szkoły po zaledwie dwóch miesiącach, bo nie mogła znieś tego, że codziennie miała 8h zajęć, a wracając do akademika przez kolejne 3 musiała ćwiczyć grę na instrumencie. Ja sama pamiętam jak się stresowałam przed tym egzaminem i „na dzień dobry”, aby zaprezentować swoje umiejętności musiałam zagrać na pianinie fragment V symfonii oraz pełen utwór „dla Elizy”, którego uczyłam się grać naprawdę długo, aby dopracować to do perfekcji – tam trzeba wszystko wykonywać perfekcyjnie.
Podoba mi się to, że wciąż drążysz temat Kisy – że wciąż jest taki zamknięty, bo jednak stracić matkę, która cię wychowywała to wielka strata… a w dodatku trafić do ojca, który na dobrą sprawę sam nie wie, co ma zrobić nie polepsza sytuacji takiego dziecka. Dobrze, że Zero ma do pomocy przynajmniej przyjaciół z zespołu. Wygląda mi na to, że Kisa darzy dużym respektem Tsukasę i zżył się nieco z Hizimim; nie wiem czy to było celowe, czy to tylko moje odczucie, jednak dzięki temu to opowiadanie jest bardziej realistyczne. Ciekawa jestem nie tylko tego, jak połączysz Zero i Hizu, ale jak na to zareaguje Kisa – śmierć matki, przeprowadzka do ojca, który sam potrzebuje wsparcia, aby odnaleźć się w nowej sytuacji, a potem wiadomość, że ten ojciec, z którym gorzej się porozumieć niż z Japończykiem mówiącym po angielsku, jest homoseksualistą… Dużo rzeczy dzieje się na raz i ciekawa jestem jak na o zareaguje – bo przecież jakoś musi; nie może tego olać; przecież żywi jakieś uczucia do Zero i w jakiś sposób jest z nim związany, ne?
„Nie jestem pewny, czy to ze względu na to, że jeszcze się zbyt nie oswoił, czy dlatego, że mówiłem to... Po swojemu. Czyli tak, że gdyby Yoshida mnie usłyszał najpierw nie mógłby wyjść z podziwu, że skleciłem tak rozbudowane zdanie, a zaraz potem przyłożyłby mi gryfem gitary między żebra za ton mojego głosu...” – to mnie rozwaliło! Haha! No tak, Zero jest jaki jest, a Hizuś musi go pilnować... i bić? xD
Kita wróciła <3
UsuńAkurat z tą szkołą muzyczną chodziło mi o coś na wzór zajęć pozalekcyjnych a nie liceum muzycznego i nie miałam zamiaru nikogo tym fragmentem obrazić, bo sama wśród znajomych mam kilka osób na takież zajęcia uczęszczających no ale cóż, wyszło jak wyszło, za co najmocniej przepraszam.
To jak się prezentują relacje Tsu z Kisą wyszło przypadkiem, aczkolwiek rzeczywiście w trakcie pisania zachciałam ukazać jakiś rodzaj sympatii chłopca względem perkusisty. Zabieg z Hizumim był zaś w pełni zamierzony od samego początku opowiadania. Chciałam żeby grał tu rolę "poczciwej mamuśki".
Jak mu się raz na jakiś czas po łbie oberwie to mu nie zaszkodzi xD Ktoś go musi sprowadzać do pionu xD
Kisę bawiło cudze nieszczęście i słuchał dobrej muzyki – czyżby gen „Michi” uaktywnił się w nim? Oby tak dalej! Niech się chłopak już tak powoli otwiera…
OdpowiedzUsuń„Masamura” – w pierwszej chwili przeczytałam Matsumura i zaczęłam się zastanawiać skąd wziął się drugi Karyu? xD Ja i mój ogar… ;p
Tsukasa tyran-despota? Najwyraźniej taki charakter to przywilej bycia liderem zespołu – chyba mam zadatki na bycie liderem…
„Wypinając język”? Trochę mi to nie gra – raczej; wystawić język, bo wypiąć to… no, do tego to dojdzie dopiero przy scenach +18 xD
Znów wracając do Kisy… To trochę dziwne, że Hizumi, w którym Zero się zakochał (czuć to!), był z Masamurą, a następnie związał się z nim Kisa; mówię z punktu widzenia Zero. Najpierw w lalusiu zakochał się jego najlepszy przyjaciel, a potem syn – zbieg okoliczności, czy zamierzasz to rozwinąć? Zresztą… Hizu ma 36 lat, a Kisa chodzi jeszcze do szkoły, więc ile może mieć; 16-18? To ile ma ten Masamura? Lubi dużo starszych czy młodszych? (bo jednak 10 lat różnicy to trochę dużo) No i ciekawe co zrobi Zero – teraz będzie oczyszczająca rozmowa? Czy może to Hizu ją przeprowadzi i pogadają tak sobie od serca jako dwie „ofiary” Masamury? Ale czy wtedy Zero nie dojdzie do wniosku, że lepiej by było gdyby to Yoshida był ojcem Kisy? A zresztą… Skoro mimo upływu tak dużej ilości czasu (2 lata) Hiroshi wciąż tak źle reaguje choćby na sam widok Masamury to może to właśnie on potrzebuje wsparcia? Zero będzie go pocieszał, przygarnie go w swe ramiona? (przydałoby się trochę czułości do poniewieranego Chomiczka <3)
Za dużo scenariuszy snuję… Czekam niecierpliwie na next !
Jezu, i znów dwie strony w Wordzie…
Znów musiałam podzielić komentarz na dwa - gomene...
Źle dobrałam trochę to nazwisko, ale aż do samej publikacji nie umiałam żadnego wymyślić, więc zostało pierwsze, jakie mi przyszło do głowy. I dopiero po fakcie zwróciłam uwagę na to, że jest zbyt podobny do nazwiska Karyu ^^"
UsuńMasamura z założenia ma koło 27. Kwestia do ustalenia, ale ten pan się jeszcze pojawi i wszystko wtedy wyjaśnię ;)
Kisa ma lat 17 > <"
Ten wątek (początek kolejnego rozdziału) mam już opracowany... Poczekaj na publikację to się dowiesz xD Myślę, że w najbliższy weekend się pojawi :D
Twoje komentarze są na prawdę dłuższe od moich rozdziałów... xD Jak dobrze, że wróciłaś <3 na prawdę by mi Ciebie brakowało :D przynajmniej jest z kim podyskutować xD
Tak późno???!!! >.<'' Ech, no dobra... grunt, że się pojawi i to już szósty ;D Nie mogę się doczekać, dlatego zadaję standardowe pytanie; Nie dałoby się tego opublikować wcześniej? @.@
OdpowiedzUsuńWróciłam? W takim razie to źle...
Nie wiem... Do środy nie będę miała kiedy pisać, chyba, że w środku nocy, jak to w czwartek robiłam... Jestem zawalona sprawdzianami, od których w sumie zależy, czy zdam w tym roku, czy nie ^^" ale od środy święty spokój, więc zobaczymy, jak to wszystko pójdzie ^^ mam już jakieś półtora strony, a ten rozdział się raczej zbyt długi nie zapowiada. Ok... W sumie to mam trochę więcej niż 1,5 strony chyba. Bo jest chyba jeszcze jakiś fragment ze środka > <"
UsuńKita, ślicznie Cię proszę, nie zaczynaj kurwa od nowa, bo przyjdę i Ci wykurwię, a na koniec rozkuriwę wszystkich wykurwistych hejterów <3 (widzisz ile słów można stworzyć z prostego "kurwa"?xD)
Jakie źle Kita, jakie źle? Wrr..Ja już naprawdę jak dać Ci do zrozumienia, że ci ludzie nie mają racji!
UsuńCo do szkoły muzycznej.. Racja, jest straasznie ciężko. Choć ja miałam trochę lżej bo poszłam do niej jak miałam jakieś 6 lat. Takie dziecko nie robi nic poza chodzeniem do przedszkola :D I z tego co pamiętam, to mój egzamin wstępny wyglądał tak, że musiałam mojemu przyszłemu nauczycielowi od gry na skrzypcach zaśpiewać jakąś piosenkę, a później sprawdził mój słuch. I jedyne zajęcia jakie miałam to właśnie była tylko rytmika i gra na skrzypcach. Pewnie później byłoby ciężej, ale w 3 klasie odeszłam.. Tak.. to jak zmarnować 4 lata swojego życia. A nawet dobrze mi szło i teraz żałuję decyzji..
Ja też na początku przeczytałam "Matsumura" i mój wyraz twarzy był mniej więcej taki: WTF? klon? Ale później się zorientowałam, ze coś jest nie tak :D
Dzięki Tsuu, że mnie poinformowałaś. Załóżmy siatkę informacyjną i fanklub Kity :D
tworzyc strone na facebooku? 8D
Usuń